Gdybym był prowadzącym popularny teleturniej familijny, zacząłbym od żarciku: przychodzi baba do lekarza, a ten lekarz to ja. I może rzeczywiście tak zacznę. Ale dalej już będzie na poważkę, niestety.
Piszą przyszli rodzice z Pławidła (gmina Słubice): Podjęliśmy decyzję. Chcemy, aby owocem naszej miłości stała się fasolka. Ponieważ w chwili obecnej stosowne starania zajmują nam tylko 3 godziny w miesiącu, to przez pozostały czas przygotowujemy się psychicznie i zastanawiamy, jak to będzie, kiedy ono już będzie. I nie wiemy. I pytamy: Ojcze Doktorze, jak to będzie?
To bardzo dobre pytanie i odpowiem Wam na nie. Zapewne nasłuchaliście się już opowieści kombatantów rodzicielstwa o tym, jak to się Wam zmienią priorytety, jak przestaniecie myśleć o sobie, a zaczniecie o dziecku, jak Wasz związek zostanie wystawiony na próbę, ale się scementuje bardzo przy tym. Pewnie straszono Was chronicznym niewyspaniem, pokazano Wam w niezliczonych filmach jak to kobieta w ciąży rzyga i rzyga, i moczu nie trzyma, i że po porodzie dokładnie to samo robi jej potomek. Ale pewnie nikt nie przygotował Was na to, że już właściwie od chwili podjęcia decyzji o powołaniu na świat jeszcze jednego bachoretto, cały czas będzie towarzyszył Wam strach.
Ledwie bowiem człowiek odstawi te wszystkie pigułki, gumki, czy czym tam jeszcze zwykł chronić się przed życiem poczętem, ledwie odsapnie, że już nie musi bać się zajścia w ciążę, ledwie odbędzie trzy stosunki bez zabezpieczenia z własnym partnerem wieloletnim, które nie przyniosą upragnionego rezultatu, a już zaczyna podejrzewać, że coś jest nie tak i obawy się nabawia, że w tę ciążę to nie tak znowu łatwo zajść będzie. No bo przecież właściwie to nigdy nie czułam takiego charakterystycznego ukłucia w lędźwiach w dniu owulacji, o którym opowiadały koleżanki i jedna celebrytka, więc może ze mną coś nie tak. A ja nosiłem obcisłe spodnie w liceum i paliłem papierosy jeszcze do połowy studiów. I pomyśl, jak byliśmy dziećmi to benzyna była ołowiowa bardzo i ten ołów podobno odkłada się w komórkach ciała, szczególnie w plemnikach i one się takie ciężkie robią i toną. No bo przecież wszyscy znajomi zaszli w ciążę po pierwszym razie i może tak to już jest, że albo od razu, albo wcale. Poza tym brat cioteczny mojego ojca jest chyba bezpłodny, albo może jest gejem, w każdym razie nie ma dzieci, czyli jest taki przypadek w rodzinie i to zagrożenie stwarza duże dla nas.
No ale przyjmijmy, że się w końcu udało i bach! – jest sukces reprodukcyjny, dwie kreseczki na patyczku. Strach nie mija bynajmniej. Wręcz przeciwnie – narasta, bo jest już o kogo się martwić. Fasolince serduszko bije, słychać to było na USG, ale bez USG nie słychać specjalnie i nigdy nie wiadomo, czy nie przestało. W sumie to od miesiąca brzuch mnie tak bolał, a dzisiaj nagle przestał, chyba coś jest nie tak. A nie, znowu boli, ale jakoś bardziej niż wcześniej, nie podoba mi się to. I dlaczego ono nie kopie? Nie powinno już kopać? Sprawdź w tej książce, od kiedy ma kopać, bo przecież czuję, że nie kopie.
Potem dochodzą badania prenatalne, które wymyślono chyba tylko po to, żeby ludzi straszyć. No bo co prawda ta przezierność karkowa wyszła w normie, ale do granicy normy daleko nie jest, poza tym tu pisze, że wynik nie daje żadnej gwarancji, a skoro nie ma gwarancji, to jak ja mam się nie martwić? Czego mi wyrywasz tę kartkę, czytam jeszcze. Czy ja dam radę być ojcem dziecka z zespołem? Co ja w ogóle, o tym, kurwa, wiem? Tyle, co w telewizorze widziałem Rysia z Klanu, jak mówił dzieciom, żeby rączki umyły. Starzy już jesteśmy, trzeba było decydować się na to wszystko wcześniej, jak jeszcze komórki jajowe były dorodniejsze, a plemniki żwawsze i pełne animuszu, ale wtedy byliśmy zajęci martwieniem się, że zajdziemy w ciążę nieplanowaną. Jakby cokolwiek związanego z ciążą dało się, kurwa, zaplanować.
Dobra, bachorro prenatalio przeżyło całą ciążę w dobrym zdrowiu, na USG wychodzi, że ma dwie ręce, dwie nogi i może nawet siusiaka, zbliża się poród. No i teraz dopiero panika, bo tu już wszystko może się zjebać na tysiąc sposobów. To się może zacząć w najmniej odpowiednim momencie, na filmach przecież pokazują, a ja nie chcę rodzić w taksówce z jakąś Travoltą, więc od dzisiaj nie oddalamy się od szpitala dalej niż na 3 km. Trudno, znajdź pracę gdzieś bliżej. A co jeśli położna będzie psychopatką? A jak zamiast znieczulenia dadzą placebo? A czy ci, co nacinają to wiedzą, jak ciąć? A skąd wiedzą? Jak to ćwiczyli? To na mnie też ktoś może będzie ćwiczył?!
No, ale przyjmijmy już, że poród – choć to frajda nigdy nie jest – przebiegł pomyślnie, a dzieciąć dziesiątką apgarową bryluje. I cóż, matka chwilowo nieprzytomna, więc ojciec tuli swojego syna przez córkę łamanego i boi się, boi się, boi się. Przecież to takie małe i delikatne, popsuć łatwo. A trzy dni temu niosłem do kuchni cebulę i upuściłem, i się o podłogę obiła, a cebula przecież się nie wierci, tak jak ten potwór tutaj. Ja pierdolę, przecież nawet pieluchy zmienić nie umiem, jak się żona szybko nie pozbiera, to mi potomstwo umrze z odparzenia dupy, sioooostroooo!
Tymczasem matka dochodzi do siebie i w jej hormonami zszarganym mózgu też lęk się lęgnie. No bo przecież moi starzy niby wszystko robili jak umieli najlepiej, ale i tak zjebali mi całe dzieciństwo i w sumie to nawet miałam iść z tym na psychoterapię, ale się terminy nakładały ze szkołą rodzenia. No i skąd ja mam mieć pozytywne wzorce, przecież na pewno autodestrukcyjne skrypty tykają we mnie jak bomba zegarowa i teraz się to wszystko ujawni i po co mi to było, o Jezu, jak boli, czemu mnie tak pocięli.
Ze szpitala w końcu wypisują i całą rodziną przemieszczacie się do domu, który zawsze był twierdzą Waszą. Teraz nadal będzie twierdzą, tyle że oblężoną. Bo przecież jeden fałszywy ruch i możecie dziecko: utopić w wanience, upuścić, zagłodzić, udławić kropelkami koperkowymi, zostawić w tramwaju i zapomnieć, wystraszyć śmiertelnie za pomocą wizyty stryjka Macieja, zgnieść nocą podczas przewracania się z boku na bok, uszkodzić nieodwracalnie w wyniku zderzania wózka z latarnią, podrapać z użyciem kota, wyziębić w przeciągu, oblać gorącą herbatą lub odciąć przy karmieniu cycem dopływ tlenu. Ponadto za każdym razem, gdy zapłacze, uznacie zapewne, że umiera, a kiedy milczeć będzie – że już umarło.
Potem, niestety, wcześniej czy później zaliczycie chorobę. O, Boże, Oleńka ma gorączkę jakąś straszną! Ile stopni? W lewym uchu 38,4, w prawym 38,6, w dupie 39,2. I co, mam z tego, kurwa, średnią wyliczyć? Syropek wypluła, czopek wysrała. I co teraz, co teraz? I dlaczego musiała się rozchorować w weekend, w nocy, w Święto Zamkniętych Supermarketów? Gdzie masz kluczyki, jedziemy. Nie wiem, tam gdzie mają dyżur. Ty miałaś sprawdzić.
No, ale co tam – pierwsza choroba zaliczona, dziecko żyje. Ale czy rozwija się prawidłowo? Ty, a sprawdzałaś, czy ona ma równą liczbę fałdek na każdej nóżce? Nie wiem, jak liczyć. Chyba pół fałdki plus pół fałdki to cała fałdka, nie? A nie powinien nasz Karolek już czasem wyciągać rączek i chwytać? Wspierać się i unosić? Wodzić wzrokiem i odwodzić odwodzicielem? Pluć i łapać? Przecież Zuzia tylko miesiąc starsza, a już raczkuje, mimo że Monika paliła w ciąży, widziałam. Tu piszą, że Staś już powinien mówić zdaniami. Nie wiem, czy „am-am nie!” to jest zdanie. Poszukaj orzeczenia. I nie wydaje ci się, że ma jakiś dziwny akcent?
I tak już będzie. Niemal każdy nowy dzień przyniesie nowy strach. Pierwszy dzień w żłobku. Pierwsze kolonie. Prawo jazdy. Pierwszy wyjazd z chłopakiem pod namiot. Matura. Ślub.
Podobno o wnuki człowiek już się tak bardzo nie boi.
Jest zatem na co czekać.
Z aseptycznym pozdrowieniem
Ojciec Doktor


ja tez sie popłakałam, choć tak na 100% to nie wiem czy ze śmiechu.
dobrze powiedziane: strasznie prawdziwe
xD tego mi było trzeba, właśnie zaliczam pierwsze choróbsko Małego i cały dzień strach za mną lezie
jak patrzę i kłócę się z moją teściową, to nie dowierzam, że o wnuki człek sie martwi mniej
Świetne!
niespełna tydzień temu liczyłam wałeczki na bioderkach
a teraz płakałam czytając tekst mężowi, abstrakcyjnie absurdalna wizja dziecka umierającego od odparzenia, bezcenna
Super:)
och racja racja
Porażająco oddające ducha rodzicielstwa. Obawiam się jednak, że mimo oczywistej prawdy nie jest to do pojęcia przez bezdzietnych.
aż się popłakałam ze śmiacia i obsamrkałam ale to true święta true
Wizja wyciągania średniej z temperatury mnie uwiodła
Aaa, jakie to STRASZNIE prawdziwe!!!